Pasje naszych uczniów i nie tylko...

      • Jaga Tuliszka - debiutująca pisarka.

        Jaga Tuliszka - debiutująca pisarka.

        10.06.2026 18:51
        Wywiad z panią Jagą Tuliszka świeżo upieczona pisarka, która realizuje swoje marzenia!

        Z tej strony Emilia Wasiak i Krzysztof Kolanowski.

        Witamy bardzo serdecznie panią Jagę Tuliszkę - z wykształcenia projektantkę odzieży, z zawodu fryzjerkę, z potrzeby serca pisarkę ale dla nas mamę absolwenta naszej szkoły Marcina. Wiem, że pochodzi pani z Podhala. Co sprawiło, że znalazła się pani w Poznaniu?

         

        JT: Bardzo mi miło. Do Poznania przyjechałam spełnić swoje młodzieńcze marzenie. W Zakopanem skończyłam liceum o profilu krawieckim i chciałam rozwijać się w tym kierunku. Akademia Sztuk Wizualnych ( nieistniejąca już) miała w swojej ofercie kierunek: projektowanie odzieży. To miało mnie przygotować do kariery w świecie mody. Miałam zaraz potem wracać na Podhale, ale… zakochałam się w Poznaniaku i tak zostałam. Z czasem zorientowałam się, że świat mody wcale nie jest taki fajny i zaczęłam szukać innej ścieżki.

         

        EW: Czy w pani rodzinie były osoby, które pisały, tworzyły poezję lub interesowały się literaturą? Skąd wzięła się miłość do książek i słowa pisanego?


         

        JT: Miłość do książek chyba zaszczepiła mi moja mama, która mimo obowiązków w domu i przy zwierzętach na gospodarstwie znajdowała odrobinę czasu na czytanie. I pamiętam takie sytuacje, gdy w rodzinie np. było wesele i trzeba było ułożyć przyśpiewki - to mama była niezawodna w wymyślaniu rymowanek, więc można powiedzieć, że pisywała poezję ludową. A mój dziadek, który pochodził z Wielkopolski, ale taka jak ja tutaj, on został na Podhalu z miłości, pisał kroniki Białego Dunajca. To niezwykła pamiątka jaka po nim została. Jest dla nas jak skarb, tym bardziej, że ocalała z pożaru, który w sierpniu minionego roku strawił dom dziadków. 

         

        KK Wiem, że pani życie jest pełne wyzwań. Najnowsze to pisarstwo. Jak to się stało, że przy ogromie obowiązków znalazła pani czas na napisanie książki?

         

        JT: Wychodzę z założenia, że jeśli na czymś nam bardzo zależy, to trzeba się mocno zastanowić, przeanalizować możliwości, oszacować koszty... Tutaj tak naprawdę jedyną walutą był czas. Przyjrzałam się sobie i swojej dobie - znalazłam czas wieczorami wyłączając Netflixa a o poranku ustawiając budzik na 6:05 ( kiedyś sobie obiecałam, że tak pokieruję swoim życiem abym nie musiała wstawać o szóstej ) Pisałam powieść w googlowskich docs’ach więc w każdej chwili mogłam się zalogować nawet z telefonu i tak też robiłam. Pisałam wszędzie, gdzie tylko była okazja: w poczekalni u lekarza, w przerwie w pracy, w pociągu, na stoku narciarskim, gdy najmłodszy syn miał lekcje, a nawet na przystanku tramwajowym.

         

        KK Czyli napisała pani książkę na telefonie?

         

        JT: Tak! Myślę, że co najmniej połowa powstała na telefonie.

         

        KK: O czym jest pani debiut pisarski? Czy może pani pokrótce opowiedzieć o fabule książki?

         

        JT: To dla mnie najtrudniejsze pytanie. Zawsze gdy z kimś rozmawiam o książkach i coś polecam, to staram się nie zdradzać fabuły a jedynie zapewniam, że warto. Ale spróbuję.

        To historia młodej kobiety, zwyczajnej, takiej jak my, która ma najzwyklejsze marzenia. Gdy jest blisko spełnienia jednego z większych, los podkłada jej nogę - bardzo boleśnie. Musi sobie poradzić z nowymi trudnościami. Pojawiają się problemy w relacjach ale też w niej samej, miewa ataki lęku. Na szczęście otaczają ją ludzie, dzięki którym wyjście z traumy staje się możliwe. Chciałam pokazać wartość przyjaźni i siłę kobiecego wsparcia.

         

        KK: Wiem, że bohaterka jest fryzjerką, góralką w Poznaniu. Dużo zbieżności.  Czy to opowieść o pani?

         

        JT: Nie. Właściwie tylko te fakty są takie same, reszta jest fantazją literacką. Osadziłam bohaterkę blisko mnie, ponieważ bardzo lubię te fakty z mojego życia i wokół tego można budować ciekawe opowieści. Poza tym dobrze jest pisać o czymś, na czym się człowiek zna.

         

        EW: Jakie przesłanie chciałaby pani przekazać czytelnikom poprzez swoją książkę?


        JT: Że ważny jest drugi człowiek. Że prawdziwa przyjaźń i miłość potrafią przetrwać największe sztormy, ale też że warto otwierać się na nowe przyjaźnie, bez względu na wiek.

         

        EW: Co chciałaby pani, aby czytelnik zapamiętał po przeczytaniu ostatniej strony?
         

        JT: Chyba bardziej chciałabym aby nie tyle zapamiętał, co poczuł… Ulgę i nadzieję…, że przy odrobinie wysiłku i szczęścia życie jakoś się ułoży. I mam świadomość, że czynnik szczęścia jest tutaj niepewny, ale mam przekonanie, że jeśli dokądś zmierzamy i z zaangażowaniem podchodzimy do naszych celów, to szczęscie po prostu idzie obok i tylko czeka aby interweniować ;) 

         

        KK: Książka została wydana przez wydawnictwo Znak. Czy to było pierwsze i jedyne wydawnictwo do którego się pani zwróciła?

        JT: Chciałabym mieć taką pewność siebie, aby wysłać tylko do jednego i to do Znaku! Prawda jest taka, że to był najtrudniejszy fragment tej drogi. Wysłałam propozycję wydawniczą do prawie trzydziestu wydawnictw, po czym kilka miesięcy czekałam na jakąkolwiek wiadomość z odpowiedzią. Nie przychodziły. Potem pojawiły się dwie odpowiedzi odmowne i ten jeden mail zatytułowany “ze Znaku”. To było cudowne uczucie i ogromna radość. W dniu, w którym spotkałam się na rozmowę z paniami ze Znaku, dostałam jeszcze  jednego maila z propozycją wydania, ale już byłam sercem w krakowskim wydawnictwie. To niesamowite wyróżnienie - mam świadomość, że trafiłam do jednego z największych wydawnictw w Polsce. Czuję się zaszczycona.

         

        EW: Jakie emocje towarzyszyły pani w chwili, gdy dowiedziała się pani, że książka zostanie wydana?


        JT: Niedowierzanie i fala szczęścia. Miałam ochotę skakać z radości. Od razu rozesłałam wiadomości do przyjaciół i rodziny. Zawsze dzielę się swoimi emocjami z bliskimi.

         

        EW: Czy pani dzieci przeczytały już książkę? Jeśli tak, jaka była ich reakcja?
         

        JT: Jeszcze nie czytali. Ha ha…

         

        EW : Jak rodzina przyjęła informację, że mama i żona została pisarką?

         

        JT: Zaskakująco spokojnie, jakby to było coś zupełnie naturalnego. Ale od początku mnie wspierali i nadal mi kibicują.

         

        EW: Czy pisanie traktuje pani jako dodatkową pracę i źródło dochodu, czy przede wszystkim jako pasję i sposób wyrażania siebie?


        JT: Jest dla mnie przede wszystkim pasją i ogromną przyjemnością. Jeśli okaże się, że może też być źródłem dochodu - nie mam nic przeciwko! Póki co nie zamykam działalności i żyję z fryzjerstwa.

         

        KK: Ma pani debiut za sobą, wkrótce spotkania promocyjne związane z książką. Czy w pani głowie jest już nowy pomysł na kolejną książkę?

         

        JT: Tak. Kolejna książka ukaże się już jesienią. Jesteśmy w trakcie prac redaktorskich z moimi dziewczynami z wydawnictwa, które pilnują najdrobniejszych szczegółów i dzięki nim moje opowieści są doszlifowane językowo. Będą to dalsze losy znanej nam już fryzjerki, ale też przeniosę czytelniczki w czasie, do jej ostatniego lata na Podhalu.

        Poza tym piszę powolutku następną książkę.

         

        KK: Ma pani niezwykłą duszę artystki. Czy drzemią w pani jakieś inne pasje a może marzenia, które pragnie pani zrealizować?


        JT: Dziękuję, choć nie zawsze uznawałam to za atut. Za tą duszą artystki kroczy wieczny niepokój, milion pomysłów, chaos i głowa w chmurach. Życie brutalnie ściągało mnie na ziemię i wymagało zdecydowanych działań, konsekwencji i odpowiedzialności. Myślę, że obecnie to po prostu “bywam artystką” a w resztę dni twardo stąpam po ziemi, powoli ale konsekwentnie realizując swoje cele. Jak można się domyślić na inne pasje niewiele starcza obecnie czasu, ale codziennie wyłuskam choćby chwilę na czytanie książek.


        EW: Gdyby mogła pani cofnąć się w czasie i porozmawiać z młodą Jagą, która dopiero marzy o tworzeniu, co by jej pani powiedziała?


        JT: Jaguś patrz na ludzi, oglądaj świat, zwolnij troszkę i zawsze staraj się dostrzec inny punkt widzenia. Nie oceniaj pochopnie, bo za każdym człowiekiem stoi jego historia, której nie znasz. Poznawaj. Dociekaj. Zmieniaj zdanie i nie bój się pomyłek.

         

        EW: Jaką radę dałaby pani młodym ludziom, którzy marzą o napisaniu własnej książki, ale boją się zrobić pierwszy krok?


        JT: Najpierw taką jak tej Jagusi wyżej i dodałabym jeszcze: pisz! Po prostu zacznij. Nie przejmuj się czy przecinek jest w dobrym miejscu, czy masz za dużo opisów, czy za mało dialogów - to dopracujesz później, w trakcie redakcji. Najważniejsze jest napisać pierwszą wersję swojej książki, potem można samemu ją dopracowywać lub z pomocą fachowców. Tak to działa.

         

        EW: Czy zgodziłaby się pani odwiedzić naszą szkołę i opowiedzieć uczniom o swojej książce oraz drodze do spełnienia marzeń?


        JT:  Z przyjemnością, chociaż nie wiem czy ich to zainteresuje. Obecnie mamy mnóstwo książek dla młodzieży, nie jestem pewna taka obyczajówka przykuje ich uwagę. 

         

        EW Jak myśli pani, dlaczego warto dziś czytać książki, skoro młodzi ludzie mają tak wiele innych form rozrywki?


        JT:  Książki są ponadczasowe. Pozwalają samemu tworzyć wizje światów przedstawionych… Zanurzać się w opowieściach. A do tego nie są tylko rozrywką - rozwijają, uczą, odkrywają, wciągają w emocje. Współczesne książki potrafią też stworzyć styl bycia, a nawet pokuszę się o stwierdzenie, że niektóre generują swoiste subkultury.  Za chwilę w Poznaniu będzie Pyrkon, tam przecież mnóstwo ludzi to fani książek właśnie, nie tylko gier. 

         

        EW: Czy chciałaby pani swoim przykładem pokazać uczniom, że marzenia można realizować niezależnie od wieku i wykonywanego zawodu?


        JT: Bardzo. Jestem żywym przykładem tego, że nawet zbliżając się do 50tki można dopiero zaczynać. W każdym momencie życia można się realizować. Nie warto niczego odkładać na później, ale czasem zwyczajnie nie ma innego wyjścia i to też jest OK. 

         

        EW: Jakie było główne marzenie lub cel, który chciała pani osiągnąć, pisząc tę książkę?


        JT: Napisanie jej było celem samym w sobie.

         

        Bardzo dziękujemy za wyczerpujące odpowiedzi. Było nam niezmiernie miło poznać panią całkowicie z innej strony. Dotychczas mieliśmy okazję poznać panią jako zatroskaną mamę naszego absolwenta a dzisiaj odkryliśmy Jagę Tuliszkę pisarkę. Życzymy samych sukcesów pisarskich i sprzedaży dużej ilości książek!

         

        JT: To ja dziękuję za zainteresowanie i chęć poznania mojej historii. Zapraszam do księgarni i na moje profile społecznościowe. Tam można śledzić moją pisarską ścieżkę.

         

      • Wywiad z Darią Śledzińską młodą mistrzynią taekwondo!

        Wywiad z Darią Śledzińską młodą mistrzynią taekwondo!

        10.06.2026 21:53
        Sport uczy dyscypliny i szacunku.

        Sport uczy dyscypliny i szacunku. Wywiad z młodą mistrzynią taekwondo

        Piętnastoletnia Daria Śledzińska to zawodniczka klubu AZS AWF Poznań, która w swojej karierze ma już m.in. tytuł Mistrzyni Polski Juniorów oraz brązowy medal Mistrzostw Świata. Obecnie mierzy się z przymusową przerwą spowodowaną kontuzją, jednak nie traci pogody ducha i determinacji. O początkach sportowej kariery, wartościach płynących z taekwondo i powrocie do zdrowia rozmawiała z nią Anna Fil-Kowanek.

        Anna Fil-Kowanek: Nazywam się Anna Fil-Kowanek, jestem wychowawcą zajęć pozalekcyjnych - nauczycielką Szkoły nr 111. Dzisiaj porozmawiam z młodą, utytułowaną zawodniczką. Daria, proszę, przedstaw się naszym czytelnikom.

        Daria Śledzińska: Nazywam się Daria Śledzińska, mam 15 lat. Od pięciu lat trenuję taekwondo olimpijskie, regularnie biorę udział w treningach i zawodach. Na co dzień trenuję w klubie AZS AWF Poznań.

        Anna: Jesteś zatem z Poznania. Do jakiej szkoły uczęszczasz?

        Daria: Uczę się w XI Liceum Ogólnokształcącym w Poznaniu.

        Anna: Jak często masz treningi w ciągu tygodnia i jak udaje ci się godzić je ze szkołą?

        Daria: W tygodniu mam sześć treningów: dwa razy jestem na siłowni, a reszta to zajęcia stricte z taekwondo. Często wyjeżdżam też na zawody w weekendy, ale jakoś udaje mi się to wszystko pogodzić.

        Anna: Jak zaczęła się twoja przygoda z taekwondo? Skąd wzięła się ta pasja?

        Daria: Wcześniej trenowałam taniec i byłam cheerleaderką. Kiedy z tym skończyłam, nie miałam za bardzo co robić. Mama akurat znalazła na Facebooku ogłoszenie o darmowych, dwutygodniowych zajęciach w ferie zimowe. Stwierdziła, że powinnam spróbować i że będę się do tego nadawała.

        Anna: I rzeczywiście, zajęcia okazały się strzałem w dziesiątkę?

        Daria: Dokładnie. Bardzo zżyłam się z moją trenerką, sport ten niezwykle mi się spodobał i tak już zostałam. Po około 2 miesiącach treningu zostałam przeniesiona do grupy zawodniczej.  Miałam wtedy zaledwie 10 lat.

        Anna: W ciągu tych pięciu lat osiągnęłaś ogromne sukcesy. Pochwal się swoimi najważniejszymi wynikami.

        Daria: Jestem Mistrzynią Polski Juniorów z 2025 roku. Zdobyłam również brązowy medal na Mistrzostwach Świata w Słowenii oraz jestem wielokrotną medalistką Pucharów Polski.

        Anna: Ogromne gratulacje! Widać, że idealnie trafiłaś z wyborem dyscypliny. A co najbardziej lubisz w tym sporcie?

        Daria: Myślę, że najbardziej cenię to, że mogę oderwać się od codziennej rzeczywistości i szkolnych obowiązków. To dla mnie świetna odskocznia. Na treningach spotykam innych ludzi, panują tam zupełnie inne zwyczaje. Dzięki temu zawsze mam co ze sobą zrobić i nie nudzę się w domu.

        Anna: Czy wcześniej, na przykład trenując taniec, miałaś w ogóle czas na nudę?

        Daria: Raczej nie. Sport i ruch zawsze we mnie były, lubiłam być aktywna. Teraz, kiedy z powodu kontuzji mam wymuszoną przerwę, dosłownie nosi mnie, żeby już zacząć coś robić.

        Anna: Właśnie, porozmawiajmy o twojej obecnej sytuacji. Przebywasz na oddziale ortopedycznym z powodu kontuzji. Co dokładnie się wydarzyło?

        Daria: Podczas treningu poczułam nagły ból kolana. Następnego dnia miałam już spore problemy z chodzeniem. Fizjoterapeuta zlecił rezonans i ostatecznie okazało się, że potrzebna jest operacja łąkotki.

        Anna: Jakie są rokowania lekarzy?

        Daria: Czeka mnie teraz przerwa i rehabilitacja. Mam jednak ogromną nadzieję, że uda mi się wystartować w zawodach jeszcze pod koniec tego roku.

        Anna: Taekwondo to nie tylko walka, to również zasady moralne. Która z wartości – takich jak wytrwałość, samokontrola czy dyscyplina – jest dla ciebie najważniejsza?

        Daria: Do tych cech dodałabym zdecydowanie szacunek do drugiej osoby. Po zakończeniu każdej walki zawsze trzeba się ukłonić i podać sobie ręce.

        Anna: Czyli szacunek do przeciwnika obowiązuje bez względu na wynik. To wspaniałe. A czy pamiętasz swój pierwszy wygrany medal? Jakie to było uczucie?

        Daria: Byłam wtedy jeszcze mała, ale pamiętam, że byłam niezwykle szczęśliwa. Rodzice mocno mi kibicowali. Zdobyłam srebrny medal na małych, wojewódzkich zawodach i była to dla mnie gigantyczna radość.

        Anna: Teraz mierzysz się z trudnym wyzwaniem, jakim jest uraz. Uważasz, że cechy wypracowane w sporcie pomogą ci w rekonwalescencji?

        Daria: Zdecydowanie tak. Wytrwałość i dyscyplina pomogą mi przetrwać tę żmudną rehabilitację i wrócić do trenowania.

        Anna: Kto stanowi dla ciebie największe wsparcie w powrocie do zdrowia?

        Daria: Największym wsparciem są rodzice – mama, tata i trener z klubu. Mam też świetnych znajomych zarówno z mojego liceum, jak i z klubu. Nawet przed chwilą nagrali mi filmik, w którym mówią, że trzymają za mnie kciuki. Mam także starszego o dwa lata brata, który bardzo mocno mnie motywuje. On również jest sportowcem – gra w piłkę nożną w Klubie Lecha, więc można powiedzieć, że u nas to rodzinne.

        Anna: Czy jako utytułowana zawodniczka masz jakiegoś sportowego idola, na którym się wzorujesz?

        Daria: Właściwie nie mam jednej, konkretnej osoby, którą bym śledziła. Inspiracją są dla mnie moi przyjaciele i znajomi z klubu.

        Anna: Co na koniec powiedziałabyś swoim rówieśnikom, którzy mierzą się z jakimiś trudnościami albo boją się rozpocząć nowe wyzwania?

        Daria: Powiedziałabym, żeby się nie poddawali. Jeżeli czegoś nie spróbują, to później będą tego żałować. Zawsze powinni patrzeć przed siebie, a nie oglądać się za siebie.

        Anna: Piękne słowa. Bardzo dziękuję za rozmowę i trzymam kciuki za szybki powrót do zdrowia!

        Daria: Dziękuję bardzo.